Recenzje teatralne

Marcin Szczygielski „Teatr Niewidzialnych Dzieci”, reż. Przemysław Jaszczak . Teatr lalek „Pleciuga” w Szczecinie

Marcin Szczygielski na kartach historyczno-obyczajowej powieści „Teatr Niewidzialnych Dzieci” drobiazgowo przedstawia realia domów dziecka z przełomu lat ‘70 i ‘80 XX wieku. Czytelnicy poznają nie tylko system ich działania, ale przede wszystkim atmosferę. Otrzymują też szerokie spojrzenie na ówczesną rzeczywistość, także polityczną. Autor tłumaczy czym była Solidarność, co było przyczyną społecznych niepokojów albo czym był stan wojenny. Na pierwszym planie są jednak bohaterowie i ich niespokojne emocje. To rezolutni wychowankowie domu dziecka potraktowani przez autora z niesłychaną czułością.

Przemysław Jaszczak, reżyser spektaklu w szczecińskiej Pleciudze, bezbłędnie odczytał intencje Szczygielskiego i też skupił się na owej czułości. Stworzył spektakl dojmująco smutny, ale przy tym piękny, wzruszający i doskonale czytelny dla kilku pokoleń. Dla wszystkich może być inspiracją do długich i osobistych rozmów o Polsce.

To przedstawienie form mieszanych – jest plan żywy (aktorski), jest video, są oczywiście i lalki. Twórcy zaproponowali ich interesujący kształt, będący czymś w rodzaju anty-tintamareski. Ta odmiana formy teatralnej nie ma jeszcze swojej nazwy, ale profesjonaliści roboczo określają ją „lalką hybrydową, jednoręką” lub po prostu „konstrukcją lalkową”. Postaci są doszyte do przedniej części przypominających ogrodniczki, spodni animatorów. Aktorzy prawą ręką animują głowę lalki, a drugą jej dłoń. Z uwagi na wielkość, dorównującą wysokością dorosłemu człowiekowi, są wyjątkowo widowiskowe, a dzięki sposobowi animacji (ręka i nogi należą do animatora) pozwalają na ciekawe rozwiązania choreograficzne. Aktorzy mogą też zza lalki wychylać się i w ten sposób dopowiadać czy puentować, mogą też „opuszczać” swoją postać. Klaudia Laszczyk, nadała im zachwycający wymiar plastyczny – jej lalki są po prostu piękne! To postacie z wielkimi oczami, o rysach wzbudzających wielką sympatię. Laszczyk jest także autorką ciekawej i funkcjonalnej scenografii oraz kostiumów. Na szczególne wyróżnienie zasługuje wizualna oprawa kosmicznych marzeń głównego bohatera – to neonowa instalacja przedstawiająca konstelację planet. Urzekające!

Szczygielski, a za nim Jaszczak, stworzyli intrygujące charaktery bohaterów, każdego opatrzyli wyrazistym portretem psychologicznym. Jest wiecznie zawstydzona Iza, niespodziewanie eksplodująca talentem aktorskim i wokalnym (świetne wykonanie przeboju Izabeli Trojanowskiej „Wszystko, czego dziś chcę”). Izę oraz uwikłaną w opozycyjną działalność ciocię Lucynę (tylko w planie żywym) znakomicie interpretuje Marta Łągiewka. Równie trudne zadanie aktorskie otrzymała Paulina Lenart, wcielająca się w odległe od siebie charakterologicznie bliźniaczki oraz bogatą, lecz pozbawioną empatii matkę, albo babkę – sąsiadkę Michała. Maja Bartlewska brawurowo sportretowała Sylwię – egoistyczną i ekscentryczną admiratorkę sztuk scenicznych. Za wyniosłą egzaltacją skrywała się zagubioną, ale odważna i odpowiedzialna dziewczyna. Świetnie wypadli, także w wielu rolach: Edyta Niewińska van der Moeren – jako dziewczynka Karolina i sympatyczna opiekunka z „Młodego Lasu” oraz Rafał Hajdukiewicz – kolejny wychowanek cioci Lucyny i… przezabawna żona (!) wujka Mieczysława. Kalejdoskop postaci zamyka Mirosław Kucharski kreujący nieco zbuntowanego, ale finalnie odpowiedzialnego i rozsądnego najstarszego z wychowanków „Dębowego lasu”. Główną postać odtwarza najmłodszy z zespołu Pleciugi – Aleks Joński. To bardzo dojrzała rola, pełna wręcz metafizycznego zrozumienia charakteru i emocji postaci. Jego Michał po prostu wzrusza. Dzięki formie spektaklu, Joński mógł pokazać swojego bohatera na dwa sposoby – w figurze postaci oraz poza nią, „wychylając” się zza lalki, „oszukując” teatralną transfigurację. Od pierwszych scen spektaklu widać było, że darzy swoja postać… czułością. Momentami miałem wrażenie, że „adoptował” małego Michała, opiekował się nim z niesłychanym zrozumieniem i uczuciem. Niezwykłe!

To nie tylko wciągająca i wzruszająca opowieść o losach wychowanków domu dziecka, ale też ciekawa lekcja historii. To pean do przyjaźni, hymn chwalący solidarność (bynajmniej, nie związek zawodowy). To aspekty całkowicie uniwersalne – ważne i aktualne zawsze i wszędzie! W przestrzeni formalnej zaś, mamy do czynienia z udaną adaptacją, odpowiedzialną reżyserią, oryginalną formą i wreszcie brawurowym wykonaniem. Słowem: to (bardzo) widzialny artystyczny sukces.

Prestiż  
Grudzień 2023